Piszę książkę

Piszę książkę
Hej wam po długiej przerwie.


Nie jestem zwolenniczką postanowień noworocznych, ale wizja dwunastu miesięcy dała mi myśl, aby powrócić do pisania książek. Planuję do następnej zimy wydać jedną oraz moje wiersze. Nie zakładam, że to będzie bestseller ani że sprzedam więcej niż dziesięć egzemplarzy :D Chodzi o samą potrzebę twórczą. Zresztą kto wydaje się ciekawszy: Człowiek ze słabą książką czy człowiek bez książki?




Zamieszczam pierwszy rozdział, ponieważ strasznie korciło mnie żeby się pochwalić :)





Rozdział 1



Codziennie mijam ulicę Karmelkową i staw zaraz obok piekarni Trzy Bułeczki. Pracują tam dwie siostry bliźniaczki- Anna i Sara oraz moja przyjaciółka Lora. Zawsze kiedy wracam z piątkowych zajęć wstępuję do nich aby napić się jedynej w swoim rodzaju herbaty z białej lipy oraz spróbować autorskiego przepisu na babeczki jednej z sióstr. W każdy przeddzień weekendu dziewczyny zaskakują mnie ich smakami i już sama nie wiem czy wolę kalafior z maliną czy białą czekoladę z aronią. Sam klimat pomieszczenia i zapachy sprawiają, że wszystko wydaje się wyjątkowo dobre. Pochłaniam każdy kęs przyglądając się wchodzącym i wychodzącym klientom, piekącym się na kamiennym piecu chlebom oraz krajobrazowi za oknem. Miasteczko jest niewielkie więc bez problemu rozpoznaję spacerującą w oddali Amelię z psem Bartkiem. Trochę kręcą się bez celu, ale z każdym krokiem są coraz bliżej mojego okna. Zwierzę niezbyt zadowolone spacerem w zimnie i deszczu próbuje zerwać się ze smyczy. Szeroko otwiera paszczę i rwie się na wszystkie strony. W końcu jednak otrzymuje pełną garść przysmaków, trochę się uspokaja i idzie spokojnie przy nodze. Potem potulnie daje się przywiązać obok drzwi Trzech Bułeczek za co dostaje kolejną garść kurczakowych rybek. Amelia wchodzi przez drzwi i przeciera zaparowane okulary. Jej blond mysie włosy od deszczu wyglądają prawie jak sople. W puchowej kurtce przypomina mi pingwina i kto by pomyślał, że jest starszą siostrą Lory. Kiedy wita się ze wszystkimi zastanawiam się skąd  czerpie siły wracając po całym dniu pracy w fabryce tkanin. Zanim jeszcze znikła za ścianą  drugiego pomieszczenia radośnie do mnie pomachała. Nalałam sobie kolejną filiżankę herbaty i ponownie wracam do moich zaokiennych obserwacji. Odrobinę się ściemniło więc niewiele widzę. Na pewno rozpoznaję wychodzącą z apteki panią Butler z lekami dla męża. Sześćdziesięciolatek od trzech lat ma chore nerki, a od dwóch nie wychodzi z domu w ogóle. To znaczy ja go tyle czasu nie widziałam, a mieszkam obok. Powoli włączają się światła uliczne i zaczyna robić się pusto. W małym miasteczku wszystko zasypia. Biorę ostatni łyk herbaty i podnoszę się z fotela.
Kiedy wychodzę z lokalu zwykle dochodzi godzina dwudziesta. Jest już kompletnie ciemno oraz mam wrażenie ,że temperatura spadła o dobre kilka stopni. Czuję jak zamarza mi nos, a do tego wiatr co chwilę podnosi mój kapelusz do góry. Mogę trzymać go jedynie lewą ręką, ponieważ w prawej niosę jeszcze ciepłą chałkę i kilka bułek.  Aby trafić do mojego domu muszę cofnąć się kilka metrów do tyłu i skręcić na rogu Wrzosowej w alejkę Smutnej Lawendy. Mieszkam praktycznie na jej samym końcu, zaraz za domem państwa Butler. W zasadzie droga ciągnie się jeszcze w prawo, ale to ślepa uliczka z niczyją stodołą. Lubię czasami się tam skradać i malować. W dawnym poidle ukryłam sztalugę z płótnem oraz farby i pędzle. Pod grubą warstwą siana na szczęście jeszcze nie przemarzły.  Dla mnie sztuka jest formą medytacji. Zwłaszcza kiedy mogę schować się przed całym światem i wiem, że nikt mi nie przeszkodzi. Potrafię przez pół dnia zatapiać się w swoich marzeniach i tworzyć. Jeśli pokażesz mi swój obraz, powiem ci kim jesteś.
Moje różowe botki z brokatem wystukują rytm, który niesie się echem urozmaicając smętne wycie wiatru. Przez kapelusz przesunięty na jedną stronę praktycznie nie widzę drogi, ale w zasadzie nie dbam o to ponieważ moje myśli krążą wokół grudniowego wernisażu, na który przygotowałam cztery obrazy. To będzie mój debiut. Nie powiedziałam nic Lorze. Udało mi się ją ubłagać żeby poszła ze mną na premierową wystawę mojego znajomego. Chcę zobaczyć jej minę kiedy przeczyta na płótnie moje nazwisko. Jeszcze tylko kilka kroków. Coraz bliżej. Mam ochotę na gorącą kąpiel i wieczór spędzony z muzyką fortepianową. Będę mogła założyć milusi szlafrok i ciapy- króliczki. I znając życie zasnę po dwudziestej trzeciej z książką w dłoni. Mijam jakąś ogromną i drogą rezydencję by zaraz za moment ujrzeć zapadający się stary dom, a potem jeszcze tylko posiadłość państwa Butlerów i będę na miejscu. Chwila moment.

Głowa nie przestaje mnie boleć odkąd się obudziłam. Nie mam pojęcia, która jest godzina ani jak długo spałam. Czuję się jakbym wróciła z imprezy życia. Najchętniej wcale nie wstawałabym z łóżka, ale mam trochę do zrobienia. Obserwuję niebo przez okno i zgaduję, że jest już po dwunastej. Jak zwykle wita mnie brak słońca oraz szara rzeczywistość mojego miasteczka. Tu nigdy nic szczególnego się nie dzieje. Wszystko płynnie przemija. Z czasem można się przyzwyczaić. Podobno. Tylko ja nie potrafię. Marzy mi się ogromne miasto. Nowy Jork albo Kalifornia. Jeśli przyszła wystawa się powiedzie planuję kolejne, a z czasem może zacznę na tym zarabiać. Wtedy sprzedam mój dom i wynajmę coś małego w metropolii. Podobno jak na debiutantkę idzie mi świetnie. Tak mówi właściciel  galerii, w której zostaną zamieszczone moje prace. Poznałam go podczas czerwcowego pikniku organizowanego przez naszą bibliotekę. Spędziliśmy kilka godzin rozmawiając o tym co oboje kochamy. Pod względem pędzla jesteśmy dla siebie bratnimi duszami. Jimmy obejrzał zdjęcia moich dzieł i w końcu mi się udało. Ktoś mnie zauważył i docenił. Chociaż sam walczy o to aby zdobyć renomę na rynku, podał mi rękę. Na wydarzenie zaprosił kilku dziennikarzy z gazet oraz średniej rangi krytyków. Podobno ma być również sam znajomy siostry redaktora z The Times! Na wernisaż wybrałam akwarelowego kota, nasz park od strony południa namalowany farbami olejnymi, lekką abstrakcję i niebieskiego królika. W piwnicy mam jeszcze cały arsenał dzieł, ale te chyba najbardziej kocham.
W końcu wstałam z łóżka, ale zawroty głowy z powrotem przyciągnęły mnie do niego jak magnes. Usiadłam i chwilę pomasowałam czoło. Niewiarygodne jak bardzo musiałam się przeziębić . Nie znam innego wytłumaczenia na moje objawy. Tylko zatoki potrafią tak bardzo człowieka położyć. Dzisiaj jest sobota. Będę miała kilka godzin na malowanie. Tylko najpierw jestem umówiona na czternastą przy Trzech Bułeczkach z Jimmym w sprawie szczegółów wernisażu. Jak dobrze, że mam zegar na ścianie i nie muszę szukać telefonu żeby sprawdzić godzinę. Dopiero dziesiąta. W końcu chwiejnie podnoszę się i podchodzę do szafy. Wyciągam lawendową sukienkę z bufkami na rękawach i różowy sweterek. Teraz jeszcze tylko dwie godziny stylizacji w łazience i będę gotowa.
Schodzę po schodach w dół i dociera do mnie coś na co nie zwróciłam wcześniej uwagi. Aby nabrać pewności szybko zmierzam w stronę łazienki, a potem rzucam ubrania trzymane w rękach na kosz. Staję przed zabytkowym lustrem z pozłacaną ramą  i widzę na sobie bordową sukienkę. Moje brązowe włosy są roztrzepane oraz napuszone podobnie jak ogon u królika. Wyglądam marnie. Blada twarz i wyblakły makijaż z czarnymi plamami tuszu do rzęs pod oczami sprawiają, że mogłabym zagrać ducha w teatrze dramatycznym. Próbuję przypomnieć sobie coś z wczorajszego wieczoru. Pamiętam, że wracałam do domu i było bardzo zimno. Szłam szybko i byłam już naprawdę blisko. Jakiś huk na pewno. I szczekanie psów. Potem ciemność. Nie mam pojęcia co stało się ze mną później.

Wzięłam długą kąpiel, a potem przebrałam się w świeże ubrania. Wyprostowałam włosy i doprowadziłam moją twarz do porządku. Trzy tabletki z ibuprofenem powoli ukoiły ból głowy, więc odetchnęłam z ulgą. Nie mam żadnych siniaków ani otarć, ale również czasu, aby myśleć nad tym co się wydarzyło. Mam mniej niż godzinę na wyjście z domu. Ruszyłam więc do kuchni zrobić sobie śniadanie. Szukam wczorajszego pieczywa wraz z wiklinowym koszem na zakupy, w którym się znajdowało, ale nie mam pojęcia gdzie jest. Zawsze zostawiam go na piecyku, a teraz przepadł jak kamfora. Jasne nie mam pojęcia jak trafiłam wczoraj do domu, ale to czynność, którą ponawiam instynktownie od pięciu lat. Machnęłam na to ręką i postanawiam sprawdzić resztki sprzed dwóch dni w chlebaku. Ujrzałam jedynie kilka spleśniałych kromek. W takim tempie? Bez wilgoci? Szybko im poszło. A więc pozostała mi tylko herbata.
 
Mam pół godziny czasu, więc idę wolnym krokiem. Miasto spowija mgła i jest równie zimno jak wczoraj. Przed wyjściem udało mi się znaleźć telefon, który leżał na fotelu w sypialni, ale był rozładowany. Na szczęście zegar na ratuszu pomoże mi kontrolować czas. Dzisiaj założyłam płaskie buty, więc idę zdecydowanie szybciej niż wczoraj. Ponownie mijam dom państwa Butlerów, waląca się rudera, potem droga rezydencja. Wychodzę z alejki Smutnej Lawendy i skręcam na rogu Wrzosowej. Idę kilka metrów i tak trafiam na ulicę Karmelkową. Widzę jak kilka osób nerwowo kręcąc się obok przystanku czeka na autobus. Z parku wydobywa się głośne krakanie wron. Zbiera się na deszcz, więc jeszcze bardziej przyspieszam. Docieram pod Trzy Bułeczki pięć minut przed czasem. Razem z Jimmym udamy się dzisiaj do jego własnej galerii sztuki i tam omówimy szczegóły wernisażu. Nie mogę się doczekać.
Jest już dwadzieścia minut po czasie, a jego nadal nie ma. Stoję pomiędzy starą kamienicą, a frontem Trzech Bułeczek. Ludzie wchodzą i wychodzą, a opary ciepła i zapachów doprowadzają mnie na skraj wytrzymania nerwowego. Gdybym mogła zadzwoniłabym do Jimmiego z pretensjami, ale nie mam jak, bo mój cholerny telefon postanowił się rozładować. Stoję i przyglądam się jak wskazówki zegara na ratuszu leniwie się przesuwają, a  kolejne minuty bezlitośnie mijają. Przebieram nerwowo nogami w miejscu przez co przypominam teraz ludzi stojących na przystanku na przeciwko mnie. Mam dość. Muszę w końcu coś zjeść, inaczej zemdleję. Jest mi już naprawdę słabo. Chwytam w locie zamykające się drzwi i wchodzę do środka Trzech Bułeczek. Wita mnie radosny uśmiech Lory i ozdabiająca babeczki Anna, która na dźwięk nowego klienta podniosła na chwilę głowę. Podchodzę do lady, a moja przyjaciółka wychodzi do mnie, aby się przytulić.
  • Wszystko w porządku z mamą? Nawet nie zadzwoniłaś. Martwiłam się- Lora potrząsnęła moimi ramionami i spojrzała z troską prosto w moje oczy.
  • O czym mówisz? Przecież nic się nie wydarzyło. Jest wszystko po staremu.
Zaskoczyła mnie ta nagła troska mojej przyjaciółki. Dobrze wie, że moja mama od lat jest zaangażowaną weganką i uprawia każdy możliwy sport. Mieszka w miasteczku u podnóża gór. Mam do niej pięć godzin drogi, dlatego rzadko się widujemy. Przedwczoraj  dała mi znać, że za miesiąc bierze udział w triathlonie. To kobieta z zupełnie innej bajki niż ja. W dodatku zdrowa jak koń. Co mogłoby się jej stać?
  • No wiesz, sama wysłałaś mi smsa. Napisałaś, że wylądowała w szpitalu więc natychmiast musisz do niej jechać. Nic więcej nie mówiłaś, a potem nie odbierałaś telefonu kiedy po raz setny dzwoniłam. Myślałam, że w tych górach nie masz zasięgu.
  • Lora jakim cudem miałabym pojechać do niej po wyjściu od was, a potem wrócić dzisiaj rano?
  • Trzy dni temu.
  • Jak trzy dni temu? O czym ty mówisz?
  • Ostatni raz w Trzech Bułeczkach byłaś trzy dni temu.



1# Świat według... Taylor Swift!

1# Świat według... Taylor Swift!





Taylor Swift urodziła się 13 grudnia 1989r. i jest to jeden z powodów dla których uważa liczbę 13 za szczęśliwą. 






Mama Swift kiedyś uważała, że mężczyznom jest łatwiej w życiu. Chciała, aby potencjalny klient patrzący na wizytówkę jej córki traktował ją poważnie i bez uprzedzeń. Stąd Taylor... to Taylor.





W rodzinnym domu nikt nigdy nie słuchał country. Budziło to ogromne zdziwienie kiedy Taylor całymi godzinami siedziała przed telewizorem słuchając między innymi LeAnn Rimes czy Shiny Twain. Próbowała również grać na gitarze,  ale ta czynność jej nie wychodziła. Zdecydowanie lepiej szło jej z pisaniem.






Pewnego dnia podczas gdy Taylor miała 12 lat w domu zjawił się mężczyzna w celu naprawienia komputera. Taylor w tym czasie odrabiała swoją pracę domową. Informatyk miał za zadanie zainstalować nowe oprogramowanie i zapewne na tym by się jego praca zakończyła gdyby w pewnym momencie nie zauważył gitary leżącej na komodzie. Spytał się skupionej na lekcjach dziewczyny czy potrafi grać. Taylor luźno odpowiedziała, że jedynie próbowała, ale bez efektów. Informatyk zdecydował się pomóc jej opanować podstawy. Tym sposobem nauczyła się trzech pierwszych chwytów.




Kiedy była małą dziewczynką planowała zostać maklerem giełdowym- podobnie jak jej tata. Nie rozumiała znaczenia tego terminu, ale widziała ile szczęścia daje jemu ta praca. Myślała, że będzie równie szczęśliwa na takim stanowisku. Z czasem zrozumiała, że jej wychowanek po prostu wszystko uważa za świetne i ekscytujące. Taylor poczciwie określa go swoją cheerleaderką.






Pierwsze konkursy muzyczne nie dawały żadnych efektów.  Taylor wypadała na nich blado. Z czasem jednak coś zaczęło się dziać i zaczęła wygrać najpierw na lokalnych występach, a z czasem na stanowych. Przełomowym momentem był konkurs w Delaware. Wykonała wtedy utwór "Big Deal" LeAnn Rimes dzięki czemu zdobyła główną nagrodę- udział w koncercie gwiazdy muzyki country Charlie Danielsa. Był to jej pierwszy występ przed tak dużą publicznością. Od tego momentu zaczęła otrzymywać poważne propozycje i tak trafiła na słynne otwarcie turnieju tenisa US Open (nagranie krąży na YT). Tam usłyszał ją Jay Z, który wpadł za kulisy przybić jej piątkę. Przez rok zanudzała innych opowieścią o tym kilku minutowym spotkaniu. 





Po bardzo długim czasie udało się jej w pewnym momencie przekonać rodziców na przeprowadzkę do Nashville- Stolicy muzyki country (Zamieściłam o nim również wpis na blogu). Państwo Swift porzucili farmę choinek i postanowili zainwestować w przyszłość dziecka. Taylor miała wtedy 11 lat i wraz z mamą chodziła od wytwórni do wytwórni powtarzając w kółko "Cześć wszystkim. Jestem Taylor. Mam 11 lat. Podpiszecie ze mną kontrakt?" 







Z czasem dostała możliwość podpisania kontraktu z wytwórnią RCA ( Sia, Britney Spears, Miley Cyrus, David Bowie). Okazało się jednak, że na debiut musi poczekać aż ukończy 18 lat. Taylor nie potrafiła zaakceptować tego faktu. Podczas jednego z występów w The Bluebird Café zauważył ją Scott Borchetta. Nie miał w tamtym momencie wytwórni, ale za to miał na nią plan. Tym sposobem powstało Big Machine Records (Taylor Swift, Tim McGraw, Rascal Flatts). Ojciec Taylor wykupił w niej udziały za 120 tysięcy dolarów. Album "Taylor Swift" ukazał się w 2006 roku, a utwór Tim McGraw zyskał ogromny rozgłos. W końcu Taylor została prawdziwą piosenkarką.




Taylor jest kociarą, chociaż od dziecka otaczały ją psy. Długo zastanawiała się czy przy jej obecnym trybie życia może sobie pozwolić na zwierzę. Z czasem miłość do sierściuchów jednak wygrała. Do ówczesnej ogromnej villi panny Swift wprowadziło się małe kocie- Meredith Grey (Imię odnosi się do bohaterki serialu "Chirurdzy"). Z czasem dołączyła kolejna dama. Tym razem panna Olivia Benson (Dziewczyna z serialu "Prawo i porządek"). Kotka ta jednak w przeciwieństwie do Meredih ma na swoim koncie już kilka epizodów. Wystąpiła na początku teledysku Shake it off oraz w reklamie Coca Coli Diet. 






Bilety na koncerty Taylor należą do tych najdroższych w USA. Najtańsze miejsca są dostępne  od ok. 300zł, a najdroższe sięgają ceny prawie 3 tys zł. Taylor uważa, że muzyka jest czymś więcej niż tylko melodią i słowami. Dla niej to prawdziwa, bezcenna sztuka, a takie rzeczy muszą po prostu kosztować.




Taylor kiedyś powiedziała "Jeśli słuchasz moich piosenek to tak jakbyś czytał mój pamiętnik".  I tak analizując przykładowo mamy:

1. Blank space

  W tym utworze Taylor przedstawia siebie jako osobę wykreowaną przez media. Utwór miał być żartem, a stał się największą piosenką jaką Taylor dotychczas stworzyła.

2. Bad Blood

 Opowiada o toksycznej relacji z Katy Perry. Na galach często zagadywała Taylor jednak było w niej coś fałszywego, co zdecydowanie wyczuła Swift. Od lat bardzo się nie lubią. Podobno powodem ostatecznej kłótni był związek Taylor z Johnem Mayerem, o którego Katy była zazdrosna.

3. Back to December

 Było pierwszym utworem, w którym Taylor kogoś przepraszała (Podobno Taylora Lauthera). Uznała, że zasługuje na to gdyż był dla niej wspaniały, a ona nie potrafiła tego docenić.

4. Dear John

 Taylor powiedziała, że jest to jedna z tych piosenek, który traktuje jak osobisty email do kogoś kto odszedł. Wiadomość napisana w emocjach, słowa, które bardzo pragnęłoby się powiedzieć, ale zbyt wiele się wydarzyło.  Wydając ten utwór metaforycznie wcisnęła "Wyślij".



Taylor uwielbia gotować. Razem z Lorde jakiś czas temu zapisała się na specjalny kurs. Często też zaprasza do siebie przyjaciółki i zwykle razem pieką ciasta. Każdy przyznaje, że ma do tego talent. Podstaw nauczyła ją mama, która zawsze powtarzała, że jedzenie w domu jest zdrowsze niż te w restauracji.




Taylor na prawdę kocha swoich fanów. Obserwuje ich na różnych, internetowych portalach, a podczas świąt zdarza się że udaje jedną z fanek, pisząc emaile o treści "Cześć. Tak jak Ty, ja również jestem fanką Taylor. Mam kilka  rzeczy z nią związanych, którymi chciałabym się podzielić. Jeżeli masz ochotę to czekam na Twój adres do wysyłki". Następnie pakuje ogromne pudła dobroci i pisze długie listy z podziękowaniami.
   Ostatnio było też głośno o przekazaniu przez Taylor miliona (!) dolarów w ramach pomocy dla powodzian w Luizjanie. Jakiś czas temu miała tam koncert. Na myśl o fanach, którzy nie mają schronienia artystka od razu zdecydowała się im pomóc. Oczywiście takich akcji charytatywnych, w których bierze udział jest wiele. Zaraz potem wsparła Organizację Ratowania Afrykańskich Parków i Bank Żywności.



Nagrody Grammy zawsze wzbudzają silne emocje, ponieważ ich znaczenie porównywalne jest do Hollywoodzkich Oscarów. W tym roku Taylor po raz drugi otrzymała nagrodę za Album Roku. Co w tym zaskakującego? Jest pierwszą kobietą w historii z takim osiągnięciem. Do tej pory łącznie zgromadziła 10 statuetek Grammy przy 29 nominacjach.







Nasza łódź dobiła do brzegu i przeszedł czas na zakończenie "Świata według... " z Taylor Swift. Na kolejny post z tej serii od dzisiaj macie możliwość głosowania w ankiecie. Jestem ciekawa co  z tego wyniknie!

See you soon!

Jakie są moje wrażenia po pierwszej profesjonalnej lekcji śpiewu w życiu?

Jakie są moje wrażenia po pierwszej profesjonalnej lekcji śpiewu w życiu?
No słuchajcie w końcu zrobiłam kolejny krok w mojej "karierze". Byłam strasznie pełna obaw, bo nie miałam zielonego pojęcia jak to będzie.  Jeszcze miesiąc temu miałam w planach uczyć się z czymś znalezionym przez internet, ale skoro nikt mi nie powie "DOBRZE" or "ŹLE" to wtedy powstaje takie niewiadomo co. I wiem, że dalej byłabym w tym samym miejscu.





Na pewno jestem teraz bardziej nastawiona na śpiew. Inaczej do tego podchodzę. To było zawsze w moich najdzikszych snach żeby zostać piosenkarką, ale przecież wiedziałam że: nie umiem śpiewać, mam przeciętny głos, powinnam zająć się czymś pewnym, jestem za gruba/brzydka, nigdy się nie przebiję. 
W tym momencie czuję, że są to tylko chore wymysły i limity, które sama sobie stworzyłam oraz nie mają racji bytu w rzeczywistości. Wiem, że muszę ciężko pracować, a wtedy zdobędę wszystko to o czym nie marzyłam nawet wystarczająco w tych swoich najdzikszych snach.




Nie miałam dzisiaj rano za dobrego humoru. Teraz czuję się o wiele wiele lepiej. Na pewno też jestem trochę bardziej pewna siebie. Polecam zrobić coś o czym marzycie, chociażby jedną małą rzecz, która was do tego zbliży. Jeden krok zmienia Cię o 180 stopni.






Zaplanowałam, że za kilka tygodni w KOŃCU kupuję BANJO! Trzymajcie kciuki :)

Moi dwaj celebryci

Moi dwaj celebryci
Słuchajcie! Dzisiaj po południu wydarzyła się rzecz niesłychana! Otóż Tosiek zażyczył sobie prywatnego fotografa, który zdołałby uwiecznić na zdjęciach piękno i błysk jego futerka! Tym sposobem odwiedziła nas we własnej osobie najsłynniejsza fotograf na tej półkuli ziemskiej- Andżelina!!! Pomyślałam, że pokażę wam efekty jej pracy!
























Attention! 
Zdjęcia robiłam TYLKO telefonem i nie mam zielonego pojęcia o fotografii. Proszę pod tym kątem nie oceniać :) Thank you! Pierwszy model- Tosiek
Drugi model- Pazurek.



Jak muzyka wpływa na Twoje zachowania? Czyli jesteś tym czego słuchasz

Jak muzyka wpływa na Twoje zachowania? Czyli jesteś tym czego słuchasz
 Całkiem niedawno zamieściłam post, w którym przedstawiłam wam najnowsze badania, które miały na celu wykazać, że nie tylko ludzie reagują na muzykę (O muzyce dla...kotów! ).
 Jednak kiciusie kiciusiami, ale pewne jest że tylko my potrafimy korzystać z muzyki w stu procentach. I to na całego! Bo nie tylko w sferze emocjonalnej.



Słuchanie muzyki pobudza układ krwionośny oraz oddechowy ze względu na emocje, które podczas tego doświadczamy. Rytmika i tempo przy szybkich utworach przyspieszają, a przy smutnych spowalniają.  Jeżeli podczas nauki zdecydujemy się na słuchanie muzyki klasycznej to spowodujemy  również pobudzenie ośrodków mózgowych odpowiedzialnych za zapamiętywanie. Jednak uniwersalnym faktem jest że nasz mózg podczas dźwiękowych uniesień produkuje hormony odpowiedzialne za nastrój i samopoczucie. Warto w tym miejscu dodać informację o pewnym badaniu. W 2001 roku magazyn "Nature" zamieścił artykuł o eksperymencie, z którego wywnioskowano, że ludziom głuchym od urodzenia, którym stymulowano muzyką bezpośrednio wewnętrzne elementy ucha, w mózgu doszło do uruchomienia się części odpowiedzialnej za rejestrowanie wrażeń słuchowych.




Według badań (STOMP) to jakiej muzyki słuchamy zależy od naszej inteligencji.  I tak ustalono, że fani:

Rocka, Muzyki alternatywnej, Heavy Metalu- Są otwarci, mają zamiłowanie do sportu, są inteligentni, mają zdolności werbalne

Bluesa, Jazzu, Folkowej- Są ekstrawertykami (czyli: żywi, aktywni, towarzyscy, poszukujący doznań), swobodni, mają poczucie własnej wartości, wysoki poziom inteligencji i kreatywności. 

Muzyki klasycznej i opery- Są introwertykami (czyli: skupieni na wnętrzu, uczuciach, doznaniach), kreatywni, z wysoką samooceną, delikatni, z dystansem spoglądający na świat i na siebie

Country, Muzyki religijnej, popu, muzyki filmowej- Są ugodowi, ekstrawertycy, sumienni, mają poczucie własnej wartości, bogaci wewnętrznie, pracowici, konwencjonalni

Hip Hopu, soulu, funku, muzyki elektronicznej, dance- Są ekstrawersyjni, ugodowi, liberalni politycznie, lubią sport, kreatywni, spokojni, mają wysoką samoocenę

Reggae- Są leniwi, towarzyscy, łagodni, spokojni, wysoko się cenią



Muzyka powoduje zmniejszenie bólu i lęku- zwłaszcza po operacji. Udowodniło to nowe badanie (2015r.) zamieszczone w magazynie "The Lancet". Zespół naukowców z londyńskiego uniwersytetu przeprowadził eksperyment na siedmiu tysiącach ochotników. Taka forma terapii sprawiła, że pacjenci rzadziej korzystali z leków przeciwbólowych oraz byli bardziej zadowoleni z rezultatów zabiegów. Podobno najlepsze efekty dają utwory o jednostajnym rytmie i łagodnej linii melodycznej, które pomagają rozluźnić się i zredukować ból. Niestety nie wpłynęło to na długość pobytu w szpitalu. 





Czym jest muzyka? Może po prostu niebem, z nutami zamiast gwiazd?
Ludwik Jerzy Kern



Źródła:

www.focus.pl
www.psychologia.net.pl
www.ambient.com.pl
pl.wikipedia.org
www.thelancet.com
www.newsweek.pl

grafika:

  www.google.pl (Tak wiem jeszcze nie uzupełniłam. Może mnie nie zamknął)


Jak pisać żeby dobrze coś napisać? Albo chociaż po prostu napisać... Poradnik marzyciela pisarza.

Jak pisać żeby dobrze coś napisać? Albo chociaż po prostu napisać... Poradnik marzyciela pisarza.





1. Nie ma czegoś takiego jak talent

Naukowcy do tej pory nie zdołali odkryć czy są komórki mózgowe odpowiedzialne za coś takiego. Kilka godzin po śmierci Alberta Einsteina profesor Thomas Harvey wyjął jego mózg w celach badawczych. W wyniku kilku skomplikowanych działań powstały preparaty histologiczne, które przekazał neuropatologom. Oficjalnie zostało stwierdzone, że mózg wielkiego naukowca Alberta Einsteina nie odbiega niczym od normalnego, ludzkiego (zdrowego) mózgu.

Więc nie idź na łatwiznę i nie blokuj swojego wewnętrznego głosu myślą "BO ON MA TALENT A JA NIE" zmień to na  "BO ON CIĘŻKO SOBIE NA TO ZAPRACOWAŁ  A JA NIE"



2. Chcesz dobrze pisać?  Ciężko pracuj. 

Jeżeli chcesz pisać to zacznij to robić jak naszybciej. Nauka trwa latami. Podobno, aby stać się w czymś najlepszym trzeba spędzić nad tym 10 000 tys godzin. Oczywiście jeżeli zaczyna się w wieku młodzieńczym kiedy mózg dziecka chłonie wszystkie informacje to jest nam o wiele wiele łatwiej. Czynność powtarzana wielokrotnie zaczyna być rejestrowana przez nasz mózg, a ze względu na to że on lubi nawyki zaczyna traktować pisanie jako coś naturalnego.

Nie daj sobie wmówić, że nie potrafisz pisać. Być może nie spędziłeś jeszcze wystarczająco dużo czasu nad swoimi pracami. Nie możesz pozwolić na ograniczenie potencjału, który posiadasz. Usiądź nad kartką papieru i zacznij kreować.  To nic nie kosztuje. 





3. Żaden tekst nie będzie dobry jeżeli będzie sprzeczny z Tym co czujesz. Odnajdź swój wewnętrzny głos.

Olej notatniki w telefonie/ na komputerze. W dzisiejszych czasach ludzie są kompletnie zagubieni. Nie wiedzą co czują. Skupiają się na czyimś życiu w internecie. Na godzinnym vlogu  z życia osoby,  której nawet nie znajdą. W większości oprócz nudnej gadaniny o "ciężkim życiu" nie dają nic co warto zapamiętać.  Zabierają Ci Twój cenny czas.
Z wirtualnego świata trzeba umieć korzystać tak aby się wzbogacać wewnętrznie.  Bądź silniejszy od tego i wróć do swojej rzeczywistości.  Weź czyste kartki, książki, które Cię  inspirują i idź w miejsce gdzie poczujesz wewnętrzną motywację. Daj ponieść się temu co czujesz w głębi. Pewnie już nawet nie pamiętasz jak to jest słuchać samego siebie.



To jest Twoje życie. Przeżyj je najlepiej jak potrafisz. Nie daj się wciągnąć w internetową fikcję. Skończ marnować czas i jeżeli marzysz o pisaniu to zacznij to robić! 




4. O czym mogę pisać? 
Daj ponieść się emocjom. Uwolnij swoje wewnętrzne potrzeby wyrażania tego co czujesz. Pomyśl o ostatnich wydarzeniach w swoim życiu.  Czy sprawiły, że byłeś najszczęśliwszy na świecie?  A może odwrotnie? Wejdź w to. Skup się na każdym bodźcu. Zobacz jak to cię zmieniło i wpłynęło na obecnego ciebie. Zastanów się dlaczego takim cię uczyniło. Opisz wszystko najdokładniej jak potrafisz. Na początku wystarczą nawet wypisane ciągiem emocje. Potem możesz kleić te pojedyncze wyrazy dodając inne. To wszystko zależy od Twoich preferencji. To Twoje dzieło.
W przypadku książki emocje są ci potrzebne, aby wykreować Twój świat w wyobraźni. Musisz stworzyć historię, która całkowicie cię pochłonie. Będziesz musiał w nią całym sobą uwierzyć.

Żaden tekst nie będzie dobry jeżeli będzie sprzeczny z Tym co czujesz. Nie twórz dla samego tworzenia. 







******************************************

Kilka słów ode mnie:



A teraz powiem ci coś co prawdopodobnie cie zmotywuje. Masz już kawałek drogi za sobą, ponieważ pisanie nie jest ci obce. Wysyłasz smsy, dodajesz komentarze, rozmawiasz przez internet. Tworzenie własnej liryki/epiki jest tylko wskoczeniem na wyższy level. Musisz jedne szlifować coś co dawno pojąłeś.
Kiedy zaczynasz grę na instrumencie w większości przypadków trzymasz go w rękach po raz pierwszy. Jest ci on zupełnie obcy. Nawet nie wiesz jak się z nim obchodzić chociaż bardzo bardzo chcesz grać. Przed Tobą długa droga. W powolnym tępie uczysz się pojedynczych rzeczy. Natomiast pisać każdy może, bo w podstawowym zakresie musi! I każdy styl będzie inny. Masz prawo w ten sposób wyrażać swoje uczucia. Jeżeli chcesz tworzyć- twórz. Nikt Ci nie zabroni. Masz trenować tą umiejętność po to aby stawać się coraz lepszym. Ludzie nie chcą banałów.  Aby trafić do innych powinieneś tworzyć opierając się o emocje tak aby inni mogli się z nimi asymilować. Moim zdaniem to jest klucz.


A jeżeli jest coś innego co chcesz robić to rób to i nie patrz na to co inni powiedzą. Moje rady są uniwersalne! Sama z nich korzystam. To znaczy próbuję :D






"Im cięższa praca tym większe będzie zwycięstwo" ~ Cyrk Motyli (Film krótko metrażowy- 2009r)


"Jeżeli istnieje książka, którą bardzo chciałbyś przeczytać, ale nie została jeszcze napisana, to musisz napisać ją sam" ~ Toni Morrisom (amerykańska powieściopisarka i eseistka)

"Ten, kto spodziewa się mieć miliona czytelników, nie powinien zabierać się do pisania" ~ Goethe ( niemiecki poeta)


A teraz uwaga najmocniejszy!:

"Poboisz się, poboisz i potem umrzesz. I tyle będziesz miał z tego życia"  ~ Małgorzata Halber (prezenterka telewizyjna i dziennikarka muzyczna)










Połamania ołówków moi pisarze! 📓📕📚✒✏📝💭💬

O muzyce dla... kotów!

O muzyce dla... kotów!
Od wielu lat naukowcy starają się wyjaśnić czy muzyka skoponowana specjalnie dla mruczków ma jakiś pozytywny albo negatywny wpływ na ich zachowania. Koty słyszą dźwięki w innej częstotliwości i zwykle takie, których my już nie.


Naukowcy z Uniwersytetu Wisconcin opublikowali na swojej stronie trzy fragmenty utworów, które oprócz "normalnej" linii melodycznej zawierają odgłosy ssania podczas picia mleka przez małe albo mruczenia. Kompozytorem ów dzieł był David Teie. W testach wyszło, że koty najbardziej preferują muzykę klasyczną, którą charakteryzuje harmonia jednak z wiekiem kocie reakcje  były słabsze. Najbardziej podatni stali się młodsi  przedstawiciele gatunku. Koty nie są zwolennikami rocka czy popu.




Muzykę testowało  47 kotów różnej płci. "Kocie" utwory były puszczane na przemian z muzyką Bacha i Faury'ego. Wyniki zostały opublikowane w gazecie Animal behaviour   of Applied Science. Podobno zauważono różnice w zachowaniach i muzyka skoponowana z myślą o mruczkach spowodowała, że koty zaczęły radośnie ocierać się  i mruczeć,  a na utwory klasyczne reagowały  niezadowoleniem.



Ciężko mi jest wierzyć w słowa badaczy. Moje koty zareagowały raczej oburzeniem kiedy podczas popołudniowego odpoczynku puściłam  im te specyficzne melodie. Również nie spotkałam się z pozytywnymi opiniami na ten temat wśród innych właścicieli. Koty nie sprawiają wrażenia zainteresowanych. Większość kociarzy zgadza się co do tego, że prawdopodobnie służy to tylko celom zarobkowym gdyż aby koty mogły doświadczyć muzyki skomponowanej specjalnie dla nich samych trzeba zakupić płytę.




Dla wszystkich chętnych przetestowania reakcji kotów zamieszczam linka do głównej strony gdzie można zobaczyć wersję demo http://www.musicforcats.com


Jednakże youtube obfituje w kocie utwory, które w założeniu mają je relaksować i pomóc im zasnąć. Przykładowo:








Moje mruczki  natomiast najbardziej zainteresowały się mruczeniem  innych kotów przez kilka godzin. Chyba taka wersja muzyki najbardziej im odpowiada. 


Copyright © 2016 Gitara i szpilki , Blogger